Art of Mininig nr 8(61) - str.10

9 września 2011 roku

Co dalej z tą energią?

Jaka przyszłość czeka przemysł węglowy i energetykę? W jakim stopniu polityka energetyczna Unii Europejskiej jest zagrożeniem dla polskiego górnictwa? Co i na ile może zmienić wydobycie gazu łupkowego na rynku energii? Nad tymi zagadnieniami zastanawiali się uczestnicy konferencji „Sektor gazowy i węglowy a bezpieczeństwo energetyczne Europy i Polski”, która odbył się podczas Międzynarodowych Targów Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego KATOWICE 2011.

W ocenie Macieja Kaliskiego, wiceministra gospodarki, mamy do czynienia z – jak to określił – rozjeżdżoną polityką energetyczną Unii. Zielone światło mają jedynie odnawialne źródła energii. W sytuacji, kiedy polska energetyka oparta jest niemal wyłącznie na węglu, budowanie bezpieczeństwa energetycznego, rynku energii i zagwarantowanie ochrony środowiska, jest dzisiaj zadaniem niezwykle karkołomnym. Polityka rządu zmierzać będzie do tego, by Polska sama odpowiadała za swoje źródła energii i surowce energetyczne.

Również prof. Józef Dubiński, dyrektor naczelny Głównego Instytutu Górnictwa, nie jest entuzjastą niskowęglowej polityki UE. Jego zdaniem, powinno się raczej mówić o niskoemisyjnej energetyce. A możliwości służące realizacji tego celu są ogromne. Chodzi m. in. o przejście na nową generację instalacji produkcyjnych zwiększających sprawność nawet o kilkadziesiąt procent, skutkiem, czego będzie obniżenie poziomu emisji dwutlenku węgla.

Wydobycie gazu łupkowego to melodia przyszłości – zgodzili się paneliści. Kilkadziesiąt firm polskich i zagranicznych otrzymało od resortu środowiska ponad 100 koncesji na poszukiwanie i rozpoznanie złóż. Na efekty prac wiertniczych trzeba będzie jeszcze poczekać. Dzisiaj nie sposób powiedzieć, ile mamy gazu łupkowego i czy będzie się opłacało jego wydobycie. W UE zdania na temat tego źródła energii są podzielone. Francja jest przeciwna, bo eksploatacja zagrozi środowisku naturalnemu tego kraju. Wprost przeciwne stanowisko mają z kolei Niemcy.

Po zakończeniu konferencji zapytaliśmy M. Kaliskiego, czy polski rząd zamierza wspierać rozwój eksportu maszyn górniczych kredytami rządowymi tak, jak robią to m. in. Czesi i Chińczycy? W odpowiedzi usłyszeliśmy:

- Przede wszystkim nastawiamy się na promocję i to promocja ma być główną pomocą dla branży. Wszędzie tam, gdzie możemy wspieramy eksport, rozmawiamy na szczeblach międzyrządowych. W ostatnich miesiącach rozmawialiśmy z rządem Indonezji, Australii i Pakistanu. Pakistan zainteresowany jest bardzo mocno współpracą w eksploatacji gazu konwencjonalnego i tego z niekonwencjonalnych złóż. W grę wchodzą poszukiwania, wiercenia i wydobycie, czyli pełny zakres prac geologiczno-górniczych.

 

Pora na kosztowny renesans węgla!

Polityka Unii Europejskiej wobec węgla jest restrykcyjna, koszty pakietu klimatyczno-energetycznego mogą być zabójcze dla naszej gospodarki, zaostrzane normy klimatyczne nie zmniejszają globalnej emisji dwutlenku węgla, Polska powinna dążyć do zmiany zapisów pakietu, pora na kosztowny renesans węgla – takie stwierdzenia zdominowały konferencję Coal Mining, jaką na targach górniczych KATOWICE 2011 zorganizowała Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa.

Już dzisiaj wiemy, że Polska nie jest w stanie sprostać wymogom klimatycznym stawianym przez UE. Tym bardziej nie poradzi sobie z rozwiązaniami „Mapy drogowej 2050”, projektu unijnego, który przewiduje zredukowanie emisji dwutlenku węgla do zera. Jak wybrnąć z tego zamkniętego koła celów, idei, szans, zagrożeń i możliwości? - Pora na kosztowny renesans węgla – odpowiada Herbert Leopold Gabryś, przewodniczący Komitetu ds. Pakietu Klimatyczno-Energetycznego Krajowej Izby Gospodarczej, którego wystąpienie zelektryzowało uczestników debaty.

- Co to znaczy kosztowny renesans węgla? Jakie niesie ze sobą zagrożenia? Co może przynieść gospodarce i konsumentom energii? – zapytaliśmy H.L. Gabrysia. Oto, co usłyszeliśmy:

- Unia Europejska budując swoją strategię polityki klimatycznej, z pakietem i innymi rozwiązaniami, wychodziła z założenia, że porwie wszystkich i sprowokuje do bardzo kosztowych działań ograniczenia emisji dwutlenku węgla, przede wszystkim poprzez wyeliminowanie węgla, słowem dekarbonizację. Świat nie poszedł jednak w tę stronę, świat nie obraził się na węgiel.

Teraz UE idzie dalej, próbuje przygotować kolejny bardzo poważny i groźny dokument – „Mapę drogową 2050” z założeniem bardzo dramatycznych dla niektórych gałęzi gospodarki ograniczeń emisji CO2.

Jeśli więc mówię o renesansie węgla, to czynię to z dwóch powodów. Po pierwsze, węgiel zaczyna być odbierany w wielu środowiskach gospodarczych różnych krajów, jako naturalny, właściwy i cenny zasób energetyczny. W takim położeniu jest Polska, która ma zarówno węgiel kamienny, jak i brunatny. Zatem to obrzydzanie węgla z powodu różnych doktryn ekologicznych jest jakby mniejsze.

W technologii wykorzystania tego paliwa, a myślę przede wszystkim o energetyce, mamy dzisiaj metody i sposoby na to, aby mniej go spalić i podwyższyć sprawność wytwarzania. To najlepsza z dróg do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Dziś mowa o sprawnościach wytwarzania brutto rzędu 50 proc. w układach nadkrytycznych nie jest już tylko abstrakcją. Podwyższenie sprawności produkowania energii elektrycznej o kilka procent podwójnie procentuje ograniczeniem emisji CO2.

Po wtóre, państwa, w tym Polska, prowadzą z dużym sukcesem strategię podwyższenia efektywności energetycznej. Trzeba sięgać po technologie, które z szacunku dla złóż, z szacunku dla paliwa, potrafią skuteczniej go wykorzystać. Ale także trzeba sięgać do innych źródeł energii.

Renesans węgla może nastąpić wtedy, kiedy przy długotrwałej, stabilnej, przewidywalnej polityce państwa w tej materii, obliczonej na kilka rządów, będziemy w stanie podejmować decyzje inwestycyjne w energetyce tak, aby z 34 tys. megawatów co najmniej 10 – 15 tys. megawatów mieć nowych, nie dodatkowych, ale nowych, eliminując te, które z grzechu niskiej sprawności, nieprzystosowania do wymogów ekologicznych nie powinny już dawno pracować. To się da zrobić.

Ten renesans rozumiem zatem jako powrót do logicznego, rozumnego, w zgodzie z wymaganiami ekologicznymi, konsumowania węgla, na miarę dziś istniejących technologii, na miarę kosztów, które jesteśmy w stanie ponieść w gospodarce.

Energia będzie droższa? Tak. I to trzeba jasno powiedzieć. Niestety, rządzi koniunkturalizm, okresowość i brak odwagi politycznej, wygrywanie emocjami, półprawdami. Społeczeństwo musi wiedzieć, że jeśli chce mieć czyste środowisko, jeśli wpisuje się w tą wielką filozofię ochrony klimatu i zasobów naturalnych, a trudno tego nie robić, dziś w takim stanie cywilizacyjnym, w jakim jest Polska i UE, to będzie drożej. Bo będzie wymuszało działania służące ograniczeniu i racjonalizowaniu konsumpcji energetycznej. Wielka restrukturyzacja energetyki przedłoży się na renesans węgla.

Popatrzmy na świat. Sztandarowe hasło prezydenta USA Baracka Obamy: ochrona klimatu, gospodarka zeroemisyjna zmieniło się ostatnio w sygnał, że administracja amerykańska nie będzie zaostrzać wymogów klimatycznych, bo gospodarka USA tego nie wytrzyma. Społeczeństwa na to nie stać.

Duża odpowiedzialność spoczywa zatem na polskich politykach. Mamy zapisany w doktrynie gospodarczej jeden węgiel, drugi węgiel, cały energy mix. Przepraszam za określenie, ale byle niedoważony politycznie zasraniec deklaruje wsparcie dla zupełnie innego rodzaju pomysłów. To dzieje się na dworze brukselskim. A przecież nie wolno tak robić, z czystej uczciwości politycznej.

Notował: Wiesław Kosterski

 

Bilans, klimat i UE

Obecnie na świecie wydobywa się rocznie około 6,5 mld ton węgla kamiennego i ponad 960 mln ton węgla brunatnego. W Europie do największych producentów węgla brunatnego należą Niemcy – 175 mln ton, Turcja – 70 mln ton, Grecja – 65 mln ton, Polska – 57 mln ton, Czechy – 47 mln ton, Serbia i Czarnogóra oraz Rumunia – po 36 mln ton, Bułgaria – 30 mln ton, Węgry – 10 mln ton oraz Słowacja i Słowenia – po 5 mln ton.

Według obliczeń prof. Zbigniewa Kasztelewicza z AG-H w Krakowie, z węgla wytwarza się w Europie około 30 proc. energii elektrycznej. Udział w krajowej produkcji prądu z węgla brunatnego wynosi: w Serbii i Czarnogórze – 68 proc., Grecji – 60 proc., Czechach i Rumunii – po 50 proc., Bułgarii – 36 proc., Niemczech - 23,5 proc.

Polska produkuje z tego paliwa 34 proc. energii elektrycznej. Do dyspozycji mamy elektrownie opalane węglem brunatnym o mocy 9 tys. MW, w tym oddany tego roku do użytku w PGE Elektrowni „Bełchatów” najnowocześniejszy blok w Polsce o mocy 858 MW i sprawności brutto 45 proc. Dla porównania – Niemcy mają elektrownie na węgiel brunatny o mocy 22 tys. MW.

Dopięcie krajowego bilansu energetycznego wiąże się z koniecznością utrzymania udziału węgla brunatnego w produkcji energii co najmniej na obecnym poziomie. Jednak po 2020 roku zaczną się wyczerpywać eksploatowane teraz złoża. Problem leży jednak nie w tym, że nie posiadamy węgla brunatnego, bo Polska jest w tej szczęśliwej sytuacji, że ma zasoby jedne z największych na świecie, wieloletnie doświadczenie w wydobyciu, projektowaniu kopalń i produkcji maszyn dla górnictwa odkrywkowego, lecz w braku decyzji inwestycyjnych, które muszą zapaść jak najszybciej. Czasu nie da się oszukać – cykl inwestycji związanych z budową kopalni odkrywkowej wynosi przecież co najmniej 10 lat.

Strategia rozwoju polskiej branży węgla brunatnego przewiduje maksymalne wykorzystanie obecnie eksploatowanych pokładów oraz budowę zakładów wydobywczych na złożach perspektywicznych w rejonie Legnicy, Gubina, Złoczewa, Cybinki, Poniec-Krobii i Rogoźna. Po zagospodarowaniu nowych złóż roczne wydobycie może wzrosnąć za 30 lat nawet do poziomu 110 mln ton. Moc elektrowni może wynieść ponad 15 tys. MW, przy zakładanej sprawności blisko 50 proc.

Plany te wezmą w łeb jeśli nie zmieni się restrykcyjna, antywęglowa polityka energetyczna Unii Europejskiej. Już wiadomo, że dekarbonizacja zachwieje nie tylko przemysłem wydobywczym, ale całą polską gospodarką, opartą na energii z węgla. Dzisiaj też nie ma jednoznacznie przekonujących dowodów na to, że emisja dwutlenku węgla powoduje zmiany klimatu. Wielu znawców przedmiotu utrzymuje, że zmiany klimatyczne mają swoje naturalne cykle, niezależne od działalności człowieka.

 

JSW: dużo, czyli mało

- Nie będziemy publikować prognoz finansowych, ale mogę powiedzieć, że w IV kwartale uruchomimy nowe ściany wydobywcze, dzięki czemu produkcja węgla powinna wzrosnąć – mówi „Parkietowi” Jarosław Zagórowski, szef Jastrzębskiej Spółki Węglowej. – Powrócimy też do eksploatacji ścian w kopalniach Krupiński i Jas-Mos, które zostały wyłączone z ruchu z powodu zdarzeń górniczych. Na wynikach pierwszego półrocza zaciążyło utworzenie rezerwy na bezpłatne akcje dla pracowników, co jest zdarzeniem jednorazowym i nie pociąga za sobą żadnych wydatków. Z powodu tej rezerwy obecny obraz spółki jest zniekształcony, rzeczywisty obraz znajdzie odbicie dopiero w wynikach za przyszły rok.

JSW mogła ustanowić rekord w I półroczu br., osiągając ponad 1 mld zł zysku netto. Przychody wyniosły 4,66 mld zł i były wyższe o 34,5 proc. niż przed rokiem. Jednak zysk netto ukształtował się na poziomie 502 mln zł. Wszystko właśnie za sprawą kosztów jakie spółka poniosła płacąc za bezpłatne akcje przyznane pracownikom.

 

Trybunał wsparł górnictwo

Spółki węglowe nie będą płacić podatku od podziemnych wyrobisk. Takie orzeczenie wydał Trybunał Konstytucyjny, który uznał, że wyrobiska górnicze nie są budowlami i nie podlegają opodatkowaniu.

Orzeczenie pozwoli spółkom na rozwiązanie wielomilionowych rezerw. W Kompanii Węglowej to kwota 500 mln zł, w Jastrzębskiej Spółce Węglowej - 274 mln zł, natomiast w Katowickim Holdingu Węglowym – 150 mln zł. Spółki starać się będą także o zwrot zapłaconego już podatku. W przypadku KW chodzi o ponad 111 mln zł, natomiast w JSW o około 161 mln zł.

(kos)

 


projekt i wykonanie Positive Power sp. z o.o. - Agencja Interaktywna, tworzenie stron, projektowanie stron, cms, budowa sklepów, tworzenie sklepów

OK